PORADNIK: Fotel biurowy

Jakiś czas temu napisałem poradnik nt. sprzętu dla social media managera. Podszedłem w nim kompleksowo do omawianego tematu. Stąd aż 20 pozycji na liście wyposażenia, które moim zdaniem warto mieć, zajmując się social mediami. Dzisiaj chciałbym skupić się tylko na jednej z nich, najbardziej niedocenianej, a mianowicie na fotelu biurowym.

Na moim blogu nieczęsto skupiam się na samym sprzęcie. W maju 2023 kupiłem jednak nowy fotel do pracy. Poświęciłem na ten zakup mnóstwo czasu i energii. Dlatego chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Być może komuś się przydadzą. W końcu każdy (no może prawie każdy) z nas pracuje na tego typu fotelu i co jakiś czas kupuje nowy.

Wpis ten nie jest przez nikogo sponsorowany, mimo że padają w nim nazwy konkretnych modeli. Nie współpracuję też z nikim na zasadzie afiliacji. Możecie być zatem spokojni o moją obiektywność w tym temacie 🙂

Na fotelu spędzam więcej czasu niż w łóżku czy samochodzie

Mam poczucie, że aż trochę przesadziłem z przedzakupowym researchem. Odwiedziłem 3 sklepy stacjonarne z fotelami (jeden z nich nawet 2 razy). Usiadłem na ponad 20 modelach foteli, spędzając na nich minimum 5-10 minut. W tabelce w Excelu przeanalizowałem ponad 30 modeli, a każdy z nich opisałem za pomocą przeszło 20 najistotniejszych zmiennych (m.in. cena, głębokość siedziska, regulacja podłokietników, podparcia lędźwi itp.). Ogółem większa rozkmina niż przy zakupie wielokrotnie droższego samochodu. W samochodzie nie spędzam jednak aż tylu godzin, co na fotelu 😉

Fotel biurowy to przedmiot, z którym obok biurka i komputera, moje ciało ma styczność najdłużej w ciągu dnia. Dlatego uważam, że fotel to jeden z absolutnie kluczowych elementów wyposażenia w mojej pracy. Można oszczędzić na drukarce, niszczarce czy innym sprzęcie biurowym, którego używasz od czasu do czasu, ale nie na fotelu. Ma on wpływ nie tylko na nasze zdrowie, ale i komfort pracy. Codziennie! Przez wiele godzin!

Poza tym po prostu nie chciałem zwracać zamówionego już fotela. Jako jednoosobowej działalności gospodarczej przysługuje mi prawo do zwrotu zakupu online w ciągu 14 dni. Mimo to wolałem poświęcić więcej czasu na research i jeżdżenie po sklepach, aby jednak uniknąć kłopotliwego zwrotu. Wnoszenie i składanie, a potem rozkładanie i wynoszenie fotela, który waży ok. 20-30 kg do najtańszych i najprzyjemniejszych czynności nie należy.

Na czym pracowałem do tej pory?

Przez pierwsze 3 lata mojej działalności pracowałem na fotelu typowo gabinetowym – tanim chińczyku wykonanym z ekoskóry. Wygodny, ale potwornie się przetarł. Prawdopodobnie dlatego, że czyściłem go często i w nieodpowiedni sposób (środkiem zawierającym alkohol).

Gabinetowy, ergonomiczny czy gamingowy?

W tym miejscu warto wprowadzić pierwszy podział. Fotele dla dorosłych dzielą się na:
gabinetowe – rozbudowane, elegancki design i nieliczne regulacje (zwykle tylko wysokości siedziska),
ergonomiczne – mniej rozbudowane, biurowy design i liczne regulacje (wysokości i głębokości siedziska, kąta nachylenia oparcia, podparcia lędźwiowego i podłokietników nawet w aż 5 płaszczyznach),
gamingowe – bardzo rozbudowane, gamingowy design i zazwyczaj dość liczne regulacje.

Są też hybrydy pomiędzy gabinetowymi i ergonomicznymi, ale mnie osobiście wydają się one trochę zgniłym kompromisem.

Mój dotychczasowy fotel był gabinetowy. Teraz skłaniałem się ku ergonomicznemu, choć nie był to jakiś krytyczny warunek.

Swoją drogą natknąłem się na ciekawe artykuły ekspertów od ergonomii pracy biurowej, którzy twierdzili, że nie istnieje coś takiego, jak ergonomiczny fotel. Przekonywali oni wręcz, że im wygodniejszy fotel, tym gorszy dla naszego zdrowia. Ich zdaniem najlepszy jest fotel bez zagłówka, bez podłokietników i kółek, czyli zwykłe krzesło, które będzie na nas wymuszać wstawanie co godzinę. Nie powiem, ciekawa perspektywa. Zaskoczyło mnie, że tak wielu ekspertów ją podziela. Wśród nich jest m.in. Kelly Starrett – autor książki „Skazany na biurko. Postaw się siedzącemu światu”.

Mimo wszystko po 3 latach pracy na fotelu gabinetowym, teraz postanowiłem przesiąść się na model ergonomiczny – lub jak to woli – tzw. ergonomiczny. Przekonała mnie możliwość lepszego dopasowania go do mojego ciała oraz codziennych zadań (np. w fotelu ergonomicznym mogę inaczej ustawić podłokietniki podczas pisania, a inaczej podczas długiego rysowania). Nawet jeśli fotel ergonomiczny jakoś szczególnie nie pomaga zdrowiu, to wątpię, aby szkodził bardziej niż gabinetowy.

5 kluczowych kryteriów wyboru nowego fotela

Analizowałem głównie fotele takich marek jak: Profim, Elzap, Bejot, Nowy Styl, Kulik System, Unique, Grospol, IKEA. Moje szczególne zainteresowanie wzbudziło 10 poniższych modeli (kolejność przypadkowa):
1. Profim Accis Pro
2. Profim Veris
3. Profim Violle
4. Bejot Dual
5. Unique Wau 2
6. Grospol Ergohuman
7. Grospol Supreme
8. Elzap Maven
9. IKEA Markus
10. IKEA Järvfjället

Dlaczego skupiłem się akurat na tych modelach? Podczas wstępnego researchu kierowałem się dwiema rzeczami:
1. opiniami grafików na grupach (nie sądziłem, że znajdę aż tyle postów i komentarzy nt. foteli),
2. średnimi ocen i opiniami w serwisach typu Ceneo czy Allegro.

Wszystkie powyższe modele były często polecane oraz miały oceny znacznie powyżej średniej.

Podczas głębszego researchu najważniejsze było dla mnie 5 kryteriów, które szczegółowo przedstawiam poniżej. Pamiętaj jednak, że każdy ma inne oczekiwania względem fotela. Dla mnie te kryteria były praktycznie krytyczne, dla Ciebie – mogą nie być istotne, a bezwzględnym must-havem może być coś zupełnie innego.

Możliwość świadomego zakupu sprzętu, w 100% dopasowanego do Ciebie, to jedna z zalet freelancingu 🙂

Kryterium nr 1: cena do 4 000 zł brutto

Nie mam żadnych problemów z bólem pleców, ale wolę zapobiegać niż leczyć. Dlatego chciałem przesiąść się na coś bardziej ergonomicznego i znacznie lepszej jakości niż dotychczas, co posłuży mi minimum 5 lat.

Czy 4 000 zł to dużo za fotel? Początkowo wydawało mi się, że bardzo dużo, ale potem odkryłem marki takie jak Herman Miller (ponoć korzystają z nich w Google i Meta) i dowiedziałem się, że są fotele nawet za 10 000 zł i więcej. Nie lubię kupować najdroższych rzeczy, nawet jeśli teoretycznie mnie na nie stać, więc uznałem, że cena z przedziału 2 000 – 4 000 zł jest jak najbardziej rozsądna. Na pewno nie wydawała mi się już tak wysoka, jak na początku researchu.

Kryterium nr 2: obicie ze skóry naturalnej

Generalnie obicie fotela biurowego może być wykonane z:
– materiału,
– siatki,
– skóry (naturalnej lub syntetycznej, czyli tzw. ekoskóry).

Obitymi elementami fotela są zwykle:
– siedzisko,
– oparcie,
– zagłówek (nie każdy model posiada),
– podłokietniki (nie zawsze).

Często z innego materiału wykonane jest obicie siedziska (np. skóra), a z innego oparcie (np. siatka).

Ja zdecydowałem się na wszystkie elementy obite skórą naturalną. Po pierwsze: wytrzymałość, po drugie: najłatwiej utrzymać ją w czystości, a jestem strasznym pedantem i z natury mocno się pocę, niezależnie od tego, czy siedzę na fotelu z siatki czy skóry. Nie wyobrażam sobie prania co chwilę materiału lub siatki, a skórę można przetrzeć i zabezpieczyć odpowiednim mleczkiem (np. Sonax).

Pamiętaj, że dzielę się z Tobą moją perspektywą. Twoja może być zupełnie inna.

Wcześniej wydawało mi się, że większość foteli z wyższej półki wykonana jest z naturalnej skóry. Potem dowiedziałem się jednak, że o wiele więcej modeli posiada siatkę. W dwóch sklepach usłyszałem nawet, że tylko siatka zapewnia ergonomię, ponieważ jest bardziej przewiewna i lepiej dopasowuje się do naszego ciała. Wysłuchałem tych argumentów, ale ponownie postanowiłem postawić na swoim.

Kryterium nr 3: głębokość siedziska minimum 48-49 cm

Rozpoczynając research kompletnie nie zwracałem uwagi na głębokość siedziska. Okazało się jednak, że jest to parametr, który w moim przypadku najbardziej wpływa na komfort siedzenia. Po prostu w przypadku zbyt krótkich siedzisk (poniżej 48 cm) miałem poczucie, że źle siedzę, że zaraz spadnę z fotela. W końcu mój dotychczasowy chińczyk miał aż 51,5 cm.

Problem w tym, że większość foteli ma siedziska do 47 cm, a uwierz mi – w przypadku tego elementu nawet 1 cm robi różnicę. Dlatego wiele modeli musiałem odrzucić tylko ze względu na ten jeden parametr. Oczywiście większość modeli powyżej 2 000 zł posiada regulowaną głębokość siedziska, ale mówię tutaj już o maksymalnie wysuniętym siedzisku. Niestety większość foteli jest robiona raczej pod ludzi mierzących ok. 165-175 cm.

Co ciekawe, istnieje zależność pomiędzy wzrostem człowieka, a długością jego kości udowej. To najdłuższa i najcięższa kość człowieka, na podstawie której można określić nasz wzrost. Mierzę prawie 180 cm. Kość udowa ma zwykle długość stanowiącą ok. 26% wzrostu, czyli wychodzi na to, ze moja ma prawie 47 cm. Dość ładnie pokrywa się to z głębokością siedzisk, na których siedziało mi się najwygodniej.

Nie jestem specem od anatomii człowieka, ale podejrzewam, że zbyt głębokie siedzisko też nie jest za dobre, ponieważ sprawi, że albo Twoje plecy będą za bardzo oddalone od oparcia albo krawędź siedziska będzie Cię ugniatać pod kolanami.

Kryterium nr 4: zagłówek

Zwykle podczas pracy i korzystania z myszki, klawiatury czy piórka graficznego i tak nie opieramy głowy o zagłówek. Ta część fotela służy głównie do relaksu. Co jakiś czas, gdy coś czytam/słucham/oglądam lub nad czymś myślę, lubię jednak odchylić się i oprzeć o coś moją dużą i ciężką głowę.

Byłem zaskoczony, jak wiele modeli foteli biurowych nie jest domyślnie wyposażona w zagłówek. Do części z nich można domówić zagłówek jako dodatkowy element. Pozostałe nie mają w ogóle możliwości montażu, więc od razu je odrzuciłem.

Kryterium nr 5: gwarancja minimum 5 lat

W przypadku foteli do 2 000 zł standardowa gwarancja to 2 lata. W przypadku tych droższych – prawie wszystkie modele mają już 5 lat. Ewenementem jest tutaj IKEA, która jako jedyna oferuje aż 10-letnią gwarancję nawet na fotele za kilkaset złotych.

Wydając większą kwotę na fotel, chciałbym, aby posłużył mi minimum 5 lat. Minimum, bo zakładam, że jeśli wszystko będzie ok, to przepracuję na nim 7, 8, a być może nawet 10 lat – wynik ten uznałbym wówczas za dobry.

Mój wybór: Grospol Ergohuman LE01

Zdecydowałem się na ten fotel, ponieważ spełnia wszystkie moje kluczowe kryteria, które przedstawiłem powyżej. Niestety nie znalazłem fotela idealnego. Każdy z analizowanych modeli miał swoje wady i zalety.

Wady Ergohumana

Wybrałem opcję, która dla mnie wydawała się najlepsza, mając pełną świadomość jej wad (od najistotniejszych):
1. brak blokady podłokietników, co bardzo przeszkadzało wielu oceniającym, ale mnie przeszkadza jedynie przy przestawianiu fotela, gdy na nim nie siedzę, ale odruchowo chwytam za podłokietnik, chcąc przesunąć cały fotel,
2. element oparcia podtrzymujący odcinek lędźwiowy powinien mieć możliwość regulacji siły nacisku, ale go nie ma,
3. siedzisko – jak dla mnie mogłoby być chociaż o 1-2 cm głębsze,
4. wygląd – początkowo przypadł mi do gustu, ale z czasem, gdy poznałem bardziej minimalistyczne fotele marki Profim, Ergohuman wydał mi się trochę za bardzo przekombinowany.

Dodatkowy atut: stand + podnóżek

Dodatkowym atutem Ergohumana był dla mnie stand (ramię przypinane z jego boku) na laptopa o rozmiarze do 15 cali + dokładany podnóżek. To coś, co zdecydowanie wyróżniało ten model fotela od innych.

Ramię od początku rozpatrywałem z myślą o rysowaniu na 13-calowym tablecie graficznym Wacom Cintiq Pro. Nadaje się do tego całkiem nieźle, chociaż trochę brakuje regulacji ramienia, aby podnieść blat jeszcze wyżej. Wówczas rysowałoby się super, a tak – tylko w porządku.

Szczerze mówiąc ze standa i podnóżka póki co nie korzystam zbyt często. Wynika to przede wszystkim z tego, że obecnie mam przy biurku trochę mało miejsca. W ciągu najbliższych 2-3 lat planuję jednak powiększenie przestrzeni biurowej i przesiadkę na większe biurko z regulowaną wysokością, więc zakładam, że oba dodatki jeszcze się przydadzą. Zresztą od początku kupowałem je z myślą bardziej o przyszłości.

Cena

Komplet, czyli fotel + stand + podnóżek kosztował mnie 3 250 zł brutto, czyli jak najbardziej mieścił się w budżecie. Rozbijając koszt na poszczególne elementy:
– fotel 2 625 zł brutto,
– stand 350 zł brutto,
– podnóżek 275 zł brutto.

Całość netto to ok. 2 650 zł, więc dzieląc na minimum 5-letni okres użytkowania, wychodzi ok. 44 zł netto miesięcznie. To wygląda znacznie lepiej niż 3 250 brutto 😉

Czy jestem zadowolony?

Pierwszy dzień na nowym fotelu był okropny!
Drugi – zdecydowanie lepszy.
Trzeciego dnia zapomniałem, że w ogóle wymieniłem fotel 😀

Po pierwszym dniu myślałem, że będę musiał go zwrócić. Potem zaskoczyło mnie, jak szybko się do niego przyzwyczaiłem.

Byłem trochę zaskoczony tym, że po pierwszym dniu wydawał mi się aż tak niewygodny, ponieważ specjalnie jechałem 2 razy do sklepu, aby 2-krotnie przed zakupem posiedzieć na nim przez ok. 10-15 minut. W sklepie sprawiał wrażenie jednego z najwygodniejszych modeli, na jakich siedziałem. Mimo to moje ciało potrzebowało czasu, aby się przestawić.

Aktualnie korzystam z fotela już od 4 miesięcy i z każdym kolejnym jestem z niego coraz bardziej zadowolony. Fotel sprawia wrażenie wykonanego z dobrej jakości materiałów – solidnych i przyjemnych w dotyku, a poszczególne elementy są bardzo dopracowane. Wszystkie mechanizmy, którymi jest naszpikowany, działają prawidłowo. Nic nie skrzypi, ani się nie rozjeżdża.

Ślady użytkowania

Jeśli chodzi o ślady użytkowania, to póki co zauważyłem dwa:

1. Pierwszym jest skóra na siedzisku, która bardzo szybko (dosłownie po 1 dniu użytkowania) wyraźnie się pofalowała. Przeglądałem inne zdjęcia używanych modeli Ergohumana i wszystkie miały dość mocno pofalowaną skórę w tym miejscu. Widocznie taki urok skóry. Na szczęście nie widziałem, aby była ona gdziekolwiek przetarta nawet po kilku latach użytkowania.

2. Drugi ślad na moim egzemplarzu to zmatowiałe plamy na krzyżaku, który jest wykonany z polerowanego aluminium. Nie widziałem ich, gdy rozpakowywałem fotel z pudełka. Pierwszy raz dostrzegłem je po ok. miesiącu/dwóch użytkowania. Póki co nie rzucają się one jednak zbyt mocno w oczy. Widać je tylko z bliska i przy odpowiednim świetle. Podejrzewam, że mógłby pomóc jakiś preparat do polerowania aluminium – może kiedyś spróbuję.

Stosunek jakości do ceny

Czy kupiłbym jeszcze raz ten sam fotel? Raczej TAK, ale głównie dlatego, że nie widziałem dla niego sensownych alternatyw, który spełniłby wszystkie moje kluczowe kryteria. Gdybym taki znalazł, byłbym w stanie zapłacić za niego nawet więcej i to bez dodatków w postaci standu czy podnóżka.

Mimo ogólnego zadowolenia wydaje mi się, że fotel był trochę przepłacony. Mam wrażenie, że wybierając tańszy fotel (np. gabinetowy Grospol Supreme za ok. 1 500 zł) byłbym tak samo albo tylko nieznacznie mniej usatysfakcjonowany.

Ergohuman vs. Ergohuman 2

Co ciekawe, ok. 2 miesiące po moim zakupie producent zaczął wycofywać ze sprzedaży model Ergohuman, na który się zdecydowałem i który sprzedawał od lat bez większych modyfikacji. W jego miejsce wprowadził Ergohumana 2 w trzech wersjach: Basic, Ellite i Luxury.

Moim zdaniem Ergohuman 2 wygląda nieco lepiej niż mój (więcej części aluminiowych), a do tego ma głębokość siedziska wysuwaną aż do 50 cm i posiada kąt ujemny oparcia (to chyba jedyna regulacja, której brakuje w pierwszej generacji Ergohumana). Dwójka nie jest jednak dostępna w naturalnej skórze i jest o kilkaset złotych droższa. Dlatego mając do wyboru Ergohumana i Ergohumana 2, raczej i tak wybrałbym tego pierwszego, bo koniecznie chciałem mieć fotel skórzany. Jeśli dla Ciebie nie byłby to jednak warunek krytyczny, to myślę, że warto przyjrzeć się dwójce z bliska.

O czym warto pamiętać podczas zakupu fotela?

1. Głębokość siedziska ma kluczowe znaczenie

Początkowo w ogóle nie zwracałem uwagi na ten parametr, ale okazał się on absolutnie kluczowy. Nie wysokość fotela, szerokość siedziska, ale właśnie jego głębokość.

Jeśli szukasz fotelu dla siebie, oblicz długość swojej kości udowej (ok. 26% Twojego wzrostu) i szukaj siedziska mniej więcej tej głębokości lub o 2-3 cm dłuższego. Możesz też po prostu przymierzyć się do kilku foteli i sprawdzić, na siedzisku o jakiej głębokości siedzi Ci się najwygodniej. To może mocno uprościć Ci wybór, ponieważ od razu wyeliminuje część modeli.

2. Koniecznie usiądź przed zakupem!

Przez długi czas moim faworytem był fotel Profim Accis Pro. W najwyższej konfiguracji był praktycznie najdroższym, jaki brałem pod uwagę. Posiadał on również chyba najlepsze opinie w sieci. Wizualnie podobał mi się o wiele bardziej niż Ergohuman. Dlatego byłem już bliski zamówienia go bez oglądania na żywo.

Czar prysł, kiedy na nim usiadłem. Zdyskwalifikowała go maksymalna głębokość siedziska 47 cm. W praktyce miałem wrażenie, że głębokość wynosi jeszcze mniej, bo siedziało mi się na nim podobnie jak na fotelach o głębokości 45-46 cm. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że zaraz się z niego zsunę. Pewnie dla niższej osoby byłby ok, ale dla mnie siedzenie na nim chociażby 5-10 minut było męczarnią. W każdym razie fotel, który po wielogodzinnym researchu zza biurka był moim faworytem, na żywo okazał się jednym z najmniej wygodnych.

Dlatego nie kieruj się wyłącznie opiniami nawet jeśli są ich dziesiątki/setki i wszystkie są szalenie pozytywne. Research online jest ważny, ale żaden nie da tego, co kontakt z fotelem na żywo.

3. Nie odrzucaj tańszych modeli tylko ze względu na cenę

Czytając setki, a być może nawet tysiące komentarzy w grupach dla grafików, zaskoczyło mnie, że najwięcej osób poleca Markusa z Ikei. W końcu to model za ok. 700 zł, który nie ma żadnych regulacji poza wysokością siedziska. Mimo to ludzie pisali, że korzystają z niego 5, 7, a rekordziści nawet ponad 10 lat i są bardzo zadowoleni. IKEA posiada droższe modele (np. Järvfjället), ale nie są one już tak dobrze odbierane.

Posiedziałem chwilę na Markusie i powiem Wam, że był zaskakująco wygodny. O dziwo faktycznie wygodniejszy niż nawet 2-/3-krotnie droższe modele z Ikei. W dodatku nikt inny nie daje aż 10 lat gwarancji. Gdybym dysponował budżetem do 1 000 zł, zdecydowałbym się na ten legendarny już model Ikei.

Mój wpis okazał się dla Ciebie przydatny? Zainspirował Cię? A może po prostu chcesz mi podziękować za to, że od 8 lat tworzę dla Ciebie treści, do których masz dostęp za darmo? Jeśli uważasz, że ten wpis na to zasługuje, postaw mi za niego kawę 🙂 PS nie jest to dla mnie jakieś istotne źródło przychodu, bo średnio otrzymuję 1 kawę miesięcznie, ale zawsze pokrywa to jakiś niewielki procent kosztów utrzymania bloga (domena, hosting, certyfikat SSL)

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Obserwuj Rysuję fejsbuki na
Rysuję fejsbuki na LinkedInie
Rysuję fejsbuki na Facebooku
Rysuję fejsbuki na Instagramie
Rysuję fejsbuki na X
Rysuję fejsbuki na TikToku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *